51. Barbórka – Hoffman Kielar w Polonezie 2000

51. Barbórka – Hoffman Kielar w Polonezie 2000

Przygotowania samochodu rozpoczęły się w październiku, zaraz po ostatnim stracie w GSMP Korczyna. Doregulowaliśmy silnik, zamontowaliśmy osprzęt rajdowy i dodatkowe oświetlenie. Wszystko szło do przodu, ale każdy próbny wyjazd kończył się dziwnymi usterkami. Najpierw pękła metalowa rurka płynu chłodzącego, potem problemy ze zbyt wysokim ciśnieniem oleju, a podczas testów jako „zerówka” w KJS Krosno urwały się drążki reakcyjne w tylnym zawieszeniu. Wraz z pilotem wzięliśmy to za dobry znak co ma się zepsuć, niech zepsuje się teraz. Ten pozytywny sposób myślenia zdał egzamin, bo nie odnotowaliśmy żadnej poważnej awarii podczas rajdu.

Klimatyzacja w Twoim aucie – My wykonamy przegląd Klimatyzacji najlepiej

Jeżdżąc głównie w okresie wiosenno-letnim nie przygotowałem się do Barbórki pod względem zimowym. Po prostu liczyłem na dobrą passę, że zima przyjdzie po siódmym grudnia. Jak wszyscy zauważyli zima zaatakowała już piątego grudnia, a polonez został bez odpowiednich opon. Takaż moja głupota i liczenie na szczęście. Ale szczęścia tego nam nie zabrakło, bo po przejechaniu odcinka pokazowego, w piątek na Bemowie zacząłem główkować. Zadzwoniłem do kolegi z Automobilklubu Rzeszowskiego Łukasza Gwiazdy, który startował w Citroenie DS3 z Raczkowskim, zapytując czym przyjechał do Warszawy. Jak wspomniałem szczęście nam dopisało, bo Łukaszowi za transport służył fiat punto z trzyletnimi zimówkami.

W sobotę tuż przed startem, punto majestatycznie stało na kobyłkach, przed stadionem narodowym. Polonez za to był przystrojony w wąsko rozstawione koła i przypominał trochę kaczkę.

W ten sposób rozpoczęła się nasza sobotnia przygoda. Pierwszy start w Rembertowie. Jazda bardzo ostrożna, jakieś błędy, czas dwudziesty z kolei. Potem Cytadela, czas byle jaki, ale na Bemowie już lepiej. Wraz z pilotem Patrykiem ustaliliśmy że jedziemy spokojnie, ale precyzyjnie. To zaczęło dawać efekty. Co przejazd przesuwaliśmy się o jeden wynik do przodu.

Jeśli chodzi o odcinki oesowe

…to warto zwrócić uwagę, że były zorganizowane w miarę kompaktowo. Zimowa aura sprawiła, że podczas pierwszych startów nie wiedzieliśmy do końca na co możemy liczyć. Było ślisko, ale większość zagrożonych punktów opisaliśmy podczas zapoznania. Jednego nie przewidzieliśmy. Na odcinku Cytadela, tuż przy mecie była błotno-śniegowo-lodowa ślizgawka, co spowodowało długie ślizganie. Warto było zwrócić uwagę, że większość startujących samochodów w legendach miało tylny napęd, co przy śliskiej i krętej drodze dawało efekty jazdy bokami.

Miłym akcentem dla zawodników była możliwość wcześniejszego wjazdu na serwis. Tam czekała na nas kiełbaska i możliwość ogrzania się na swoim stanowisku. Wracając na serwis drugim razem zdziwiliśmy się gdzie jest nasz namiot. No cóż okazało się że został złożony, przy pomocy naszych i innych mechaników, którzy w samą porę pomogli utrzymać namiot. Mocno wietrzna pogoda prawie uniosła cały nasz majdan wraz z obsługą. Mechanicy zastanawiali się czy nie polecieć, bo w końcu mogli stadion narodowy z lotu ptaka zobaczyć, ale w końcu zrezygnowali.

A wracając do meritum; spokojna i precyzyjna jazda zaowocowała przyzwoitym wynikiem, trzynastym miejscem w generalce i drugim w klasie FSO.

Tutaj warto bardzo podziękować głównemu orędownikowi historycznych samochodów w Barbórce, Markowi Pawłowskiemu i jemu sprzyjającym.

Dziękuję za współpracę w roku 2013 firmie Berner, programowi Automobilni, Gazecie codziennej Nowiny, Gminie Boguchwała, Jakubowi Żołędowskiemu – Kronika Rajdów, firmie Bosch, obsłudze Zdzisławowi Wróblowi i Zdzisławowi Jacek, a także wszystkim sympatykom marki FSO, kibicom w tym sympatykom SAAB 96 do którego jeszcze powrócę.